Primary tabs
Kirker
Utopia państwa neutralnego światopoglądowo
Niedawno była batalia dotycząca krzyży w miejscach publicznych. Oczywiście, paru, excuses le mot, bezbożnikom nie sposobało się to, że ów symbol religijny może się tam znajdować. Nie po raz pierwszy słuchaliśmy z ust jaśnie oświeconych, że jesteśmy państwem wyznaniowym oraz innych elementów stałej śpiewki odtwarzanej przy takich okazjach. No cóż, gdyby być purystą i chcieć usunąć wszelkie krzyże z miejsc publicznych należałoby całkowicie przebudować miasta, wymienić okiennice w oknach itd. Kłopotliwe jest również samo pojęcie "symbolu religijnego".
Mordercy staruszków
Pewne rzeczy uchodzą za niepodważalne i oczywiste. Wryły się ludziom wręcz w podświadomość i oni nie potrafią sobie wyobrazić, jak wyglądałoby życie, gdyby one nie istniały. Doskonałym przykładem jest przymus edukacyjny czy szczepień. Negowanie tych kończy się posądzeniem o oszołomstwo. Interlokutorzy z reguły twierdzą, że z zaświatów powróciłaby czarna ospa oraz że panowałby analfabetyzm na poziomie 80%.
V jak Vendetta
Nie jest trudno zauważyć, że prawica przegrała walkę o kulturę. Triumfy teraz tam święcą osoby związane ze środowiskami lewicowymi. Weźmy jako przykład Wilhelma Sasnala. To w sumie odtwórczy malarz; podobne dzieła do jego obrazów powstawały wcześniej. Liczy się jednak w środowisku, ponieważ ma solidne wsparcie w postaci Krytyki politycznej. Taka Nieznalska ukrzyżowała swego czasu genitalia.
Co mnie przeraża...
Jak rozmawiam z ludźmi, to często schodzi na politykę. Z tego też wywodzi się pomysł prowadzenia przeze mnie bloga: jestem bowiem polemistą. Oczywiście, dostaje mi się od "faszystów", "darwinistów społecznych" - tutaj wszystkie epitety trafiające pod moim adresem jest ciężko wymienić. Reakcja ludzi, którzy swój światopogląd często budują na emocjach lub mediach, jest dosyć przewidywalna. Mówi się, że wyborcy PiS ukuli pojęcie leminga. Problem w tym, że jako człowiek, który na tą partię nie głosował, widzę ich miriady.
Casus belli: media publiczne
Dużo było ostatnimi czasy mowy o przepychankach w tak zwanej publicznej telewizji. Oskarżano niejakiego Piotra Farfała o to, że obniża jej poziom. (Tutaj wypowiadać się nie będę, ponieważ telewizję w ogóle z rzadka ostatnio oglądam). Atakowano go z różnych pozycji. Wyciągano mu na przykład rzekomą nazistowską przeszłość; w tym ostatnim specjalizowały się zwłaszcza środowiska związane z Szabas Zeitung. Ostatnio po pewnych problemach został odsunięty z tego stanowiska. Zastąpił go Bolesław Szwedo.
Czy należało iść z Hitlerem?
Zetknąłem się ostatnio z pewnym niezwykle ciekawym rozwinięciem przyszłych losów naszego kraju. Niejaki George Friedman stwierdził, iż USA niedługo doceni nasze położenie geopolityczne. Według niego mamy stać się takim państwem jak Korea Południowa czy Izrael. Stany Zjednoczone zaczną nas dozbrajać, wspierać nas finansowo, a my dzięki temu staniemy się kontynentalną potęgą. Sugeruje również rewizję granic w wyniku przyszłego konfliktu z Rosją... Trzeba przyznać, że ten człowiek jest niezłym fantastą.
Galopujący fiskalizm
Słyszeliśmy już zapewnienia, że premier Donald Tusk nie będzie podnosić żadnych podatków. Czego jednak spodziewać się po ugrupowaniu politycznym z "bandy czworga" jak nie kolejne porcji obiecanek-cacanek. Wiadomo, że niedługo podniesione zostaną podatki akcyzowe - UE przecież nam kazała. Wprowadzona zostanie jeszcze dodatkowa opłata do każdego litra benzyny.
Ex occidente lux?
Pod tekstem Europaranoja dyskusja zeszła na boczny tor. Sam tekst dotyczył bezsensu przynależenia Polski do UE ze względu na bezustannie rozszerzające się kompetencje tego biurokratycznego molocha. Pojawiły się natomiast propozycje ewentualnych sojuszy. Broniłem tam opcji bliskowschodniej, co nie spotkało się ze szczególnym przyjęciem innych czytelników. Oni raczej chcieli dogadywać się z USA. Zanim przejdę ad rem wypadałoby kilka rzeczy wyjaśnić.
Jeszcze raz "Limes inferior"
Ostatnimi czasy na Niepoprawnych przewinęło się wiele dyskusji dotyczących obecnego biurokratycznego państwa. Pojawiło się również wiele nawiązań. Jednym z ciekawszych było powołanie się na książkę Limes inferior Janusza Zajdla. Ten klasyk fantastyki społecznej doszedł tam do zaskakującej konkluzji. Państwo biurokratyczne nie musi być wcale dziełem tendencji wewnętrznych. Nie musi tutaj działać typowy mechanizm zapadkowy typowy dla rozwoju socjalizmu.
Sprawa pewnego zaszczytu - polemika z Januszem Korwin-Mikke
Uważam siebie za skromnego bloggera. Więcej, nie mam żadnych aspiracji stać się opiniotwórczym, który spędzałby sen z powiek elitom politycznym. Zajmuję się tym wszystkim nie jako "po godzinach" i nawet nie liczę na to, że jakiś znany w środowisku publicysta zechce z moimi tezami polemizować. A jednak... Najwyższy Czas! kupuję ostatnio nieregularnie tak, co dwa trzy tygodnie z reguły. Dzisiaj tknęło mnie i postanowiłem nabyć. No i co ja tam znalazłem? Janusz Korwin-Mikke podjął polemikę z moim jednym starszym tekstem na temat swoich przekonań. Chodzi tutaj konkretnie o felieton Walka na obie strony opublikowany, rzecz jasna, w ostatnim NCz!. Postanowiłem przyjąć rękawicę i zmierzyć się z tym.
"Coś" i lewicowość
Stacja naukowa na Antarktydzie. Pewnego dnia zjawia się helikopter. Strzelec oddaje od czasu do czasu serie do psa, który ucieka. Helikopter następnie ląduje, a strzelec zostaje zastrzelony przez badaczy z amerykańskiej stacji. Pies się dziwnie zachowuje. Okazuje się również, że helikopter nadleciał z norweskiej stacji badawczej. Tam badacze nie znajdują żywej duszy. Natrafiają jedynie na szczątki obcego w bryle lodu w wannie. Nie przypominał żadnego znanego im ziemskiego organizmu.
Dyktat papierków
Swojego czasu jedna moja lewicująca koleżanka - ta znana z mojego starszego tekstu Obrazoburstwo na warszawskiej starówce - leczyła się u dentysty Ukraińca. W ogóle nie narzekała na jakość wykonywanych usług, nie było również żadnych problemów zdrowotnych. Pewnego pięknego razu tą działalnością zainteresowała się policja. Co się wówczas okazało? Ów dentysta był nielegalny, nie posiadał ani wykształcenia w tym zakresie, ani nie miał żadnych dokumentów typu LEP, które uprawniałyby go do wykonywania zawodu. A jakoś nikt z korzystających nigdy się nie skarżył...
Ten przypadek nie jest wcale wielce odosobniony.
Bilans rządów "miłości"
Dzień 21 października 2007 roku pamiętam dosyć dobrze. Poszedłem wtedy na wybory, zagłosowałem na Ligę Prawicy Rzeczypospolitej z nadzieją, że wreszcie uda się przełamać pięcioprocentowy próg wyborczy i wprowadzić do parlamentu trochę nowej krwi. Oczywiście, zamiast około 10%, jak wcześniej zakładali dostali tylko 1,3% poparcia. Wiadomo, odczułem trochę moralnego kaca, z drugiej strony zagłosowałem zgodnie z przekonaniami. Tego dnia stała się rzecz o wiele groźniejsza.
Kronika postępującego absurdu: żydowskie roszczenia
Na tym świecie mamy do czynienia z wieloma absurdami. Przykładem są unijne normy na kształt ogórka czy wyrób oscypka. Gdybyśmy do UE nie należeli moglibyśmy się pośmiać jedynie z absurdów europeizmu; tak to jesteśmy stawiani z nimi coraz mocniej twarzą w twarz. Sytuacja jest w tym konkretnym przypadku tragikomiczna. Gdyby nie to, że takie polityczne rozwiązania się pojawiają, śmiało mogłoby się to stać kanwą filmu takiego jak Brazil Terry'ego Gilliama.
Jaka konstrukcja państwa?
Przy okazji dyskusji pod moim wcześniej artykułem LPR - jeśli nie skrajna prawica, to co? przewinęło się szereg istotnych wątków. Nie chodzi tutaj już o zależności między Rosją i Chinami czy inne aspekty polityki międzynarodowej. Mianowicie rozpocząłem dyskusję z Kukim i Katarzyną dotyczącą systemu ekonomicznego, jaki powinien panować w państwie; co powinno być prywatne, a co państwowe, czy też jaki powinien być zakres wspólnego dobra.