Ogólnopaństwowy orgazm narodowy

Przez yarrok , 03/07/2011 [19:38]

Mieszkanka San Francisco o pseudonimie Kitty Kat, wpisała się do księgi Guisnessa, po tym jak przez 7 godzin i 6 minut przeżywała orgazm.

W minioną sobotę rekord ten (wprawdzie zbiorowo, ale w cuglach) pobiła nasza obecna władza wraz z gromadą medialnych klakierów oraz lokalnymi hunwejbinami.

Mieszkanka San Francisco o pseudonimie Kitty Kat, wpisała się do księgi Guisnessa, po tym jak przez 7 godzin i 6 minut przeżywała orgazm.

W minioną sobotę rekord ten (wprawdzie zbiorowo, ale w cuglach) pobiła nasza obecna władza wraz z gromadą medialnych klakierów oraz lokalnymi hunwejbinami.

Blisko 24 godziny trwał „ogólnopaństwowy orgazm narodowy” w prasie, radiu i telewizji.

Wszystko za sprawą polskiej prezydencji w UE.

Ludziom spod znaku platformianej Polski , tej z grymasem uśmiechu od Wrocławia do Lublina wystarczy, jak widać, tylko napomnieć o zjednoczonej europie, a natychmiast szczytują.

 Co dopiero gdy wypowiada się formułkę „Polska Prezydencja w UE”.

Trwa wtedy nieustający orgazm.

Jest to swoiste perpetum mobile, gdyż władza nakręca się i szczytuje wobec entuzjastycznych programów w radiu i telewizji, a media z kolei szczytują napawając się wypowiedziami polityków.

Wystarczy tylko jak mantrę powtarzać „Polskie przewodnictwo w Unii Europejskiej” oraz pokazywać kółko z gwiazdek i jak widać dwudziestoczterogodzinny orgazm zapewniony.

 

Cóż  takiego szczególnego  jest w owym przewodnictwie i co utrzymuje w uniesieniu przez tak długi okres czasu owych osobników?

Odpowiedź jest prosta – NIC.

Władza z braku spektakularnych sukcesów, przyznawane „z listy” przewodnictwo w unii, stara się przedstawić jako skutek własnych starań, bądź nagrodę za zasługi.

Najgorsze jest to, że część społeczeństwo w to uwierzyła i radowała się jak cygańskie dzieci z pogrzebacza i fajerki.

Siermiężna radość z faktu, który nie ma żadnego, ale to ŻADNEGO znaczenia praktycznego dla Polski, rozpoczęła się od nocnej wizyty jakichś eurozapaleńców u Bula-Komorowskiego w pałacu i wyświetlenie mu rzutnikiem na murze „płotu Pawlaka” czyli (okropnego) logo prezydencji.

Później było też nieźle.

Nocny festyn pod Pałacem Kultury i Nauki (im. Józefa Stalina) i wielkie gwiazdy z kraju i ze świata.

Występowali: Możdzer, Myslovitz, Stańsko oraz Michale Bolton, Angie Stone i wielu innych....

Całość „wyreżyserowali” za grubą kaskę pieszczochy tuskowej władzy – Materna i Wojewódzki.

Choćby ten fakt nie wystawia Polsce najlepszej oceny.

Oj, zaczynamy z „niskiego C” .

Niedouk i rasista-urynolub  - duet na miarę Polskiej prezydencji.

Duet na miarę prezydencji w wykonaniu rządu PO.

 

Kosztowna impreza.

Ale na biednego nie trafiło.

 Jeżeli chodzi o PR i propagandę władza nie oszczędza.

Co innego obywatele, ci oszczędzać muszą.

 

Podobno na przewodnictwie Polska ma zyskać – tak obiecuje premier i reszta jego trupy.

Póki co, dokładamy (choćby ten żałosny festyn) i zapewne dokładać będziemy.

Na obiecywane zyski nie ma co liczyć, gdyż nie pierwszy to już raz premier obiecuje nam złote góry lub Irlandię.

Co pozostaje?

Dalej pobudzać się i bić rekordy w ogólnopaństwowym orgazmie narodowym.

Może wpiszą nas do księgi Guinessa.

I to będzie ten sukces Polskiej Prezydencji.