Jan Maciejewski: Listy do Zuzanny (Teologia Polityczna)

Przez Blogpress , 09/07/2026 [13:35]

12 czerwca 2026 roku w redakcji Teologii Politycznej odbyło się spotkanie autorskie wokół najnowszej książki Jana Maciejewskiego – „Listy do Zuzanny”. W dyskusji obok autora wzięli udział Liliana Sonik, Robert Piłat oraz Tomasz Stawiszyński. Rozmowę moderowała Natalia Szerszeń.

Spotkanie miało charakter nie tyle tradycyjnej dyskusji literackiej, ile raczej wspólnego namysłu nad opowieścią, która – jak wielokrotnie podkreślał sam autor – „wydarzyła się” gdzieś pomiędzy jawą a snem, między materią a duchem, między tym, co realne, a tym, co wyobrażone.  Każdy z dyskutantów nich wniósł inną perspektywę, a ich głosy układały się w wielogłos, który sam w sobie stał się przedłużeniem epistolarnej natury książki.

Liliana Sonik przyznała, że najbardziej ufa w tej opowieści lekarzowi – postaci marginalnej, ale kluczowej, ponieważ łączy ducha z materią, medyczne spojrzenie z tajemnicą. Zauważyła jednak, że książka jest dla niej zbyt zdematerializowana, chłodna, pozbawiona cielesnej krwi. Mimo wielu zachwytów nad fragmentami pełnymi poetyckiego napięcia, czuła się wobec niej nie tyle czytelniczką, ile kimś niegodnym, by ją w pełni zrozumieć. Zarzuciła autorowi dezinkarnację świata przedstawionego i wskazała, że Zuzanna jawi się jej jako postać niepełna, niedorosła – a narrator, starzec, próbuje tę niekompletność dopełnić, co ona jako kobieta odbiera z szacunkiem, ale i z dystansem.

Tomasz Stawiszyński zaproponował śmiałą interpretację: być może to Zuzanna jest prawdziwą autorką książki, a profesor – jedynie jej projekcją, narzędziem, przez które ona opowiada o swoim inicjacyjnym doświadczeniu. Przywołał Junga, animę jako symbol tego, co nieświadome, tajemnicze i kobiece, a także Demiana Hesse jako bliskie skojarzenie. Podkreślił, że książka doskonale wpisuje się w jungowski model indywiduacji – starego, racjonalnego profesora, który nagle odkrywa w sobie świat wewnętrznych, autonomicznych procesów.

Robert Piłat skupił się na formie listów i na relacji między narratorem a adresatką. Zwrócił uwagę na gramatyczne „ty”, które zobowiązuje do otwartości, a nie do rozszyfrowywania. Ostrzegł przed pułapką metafizycznej interpretacji – według niego nie chodzi o odgadywanie tajemnicy Zuzanny, lecz o źródłowe doświadczenie, epifanię, która wymaga współbycia, a nie analizy. Przyznał, że nie darzy narratora sympatią – uważa go za uzurpatora, który chce być „pomiędzy”, czyli zająć miejsce Boga. Odwołał się do filozofii Simone Weil i kategorii metaksu oraz do pasteli Stanisława Wyspiańskiego, gdzie starzec i dziewczyna stoją obok siebie, ale nie patrzą na siebie – i właśnie to „nic” między nimi jest dla Piłata bardziej autentyczne niż wszystkie domysły narratora.

Sam Jan Maciejewski konsekwentnie dystansował się od roli autora, mówiąc o sobie jako o „sekretarzu” opowieści, która chciała zostać opowiedziana. Podkreślał, że książka wydarza się „pomiędzy” – między listem a ciałem, między słowem a dotykiem, między tym, co intymne, a tym, co wspólne. Dla niego list jest mostem, dotykiem, ryzykiem, a także świadectwem tego, że literatura żyje w nastrojach, w mgnieniach, w niedopowiedzeniach. Wskazał, że Zuzanna to figura kobiety par excellence – zarówno w tym, co dobre, jak i w tym, co złowrogie. Mówił o jej upadku, o tym, jak stała się femme fatale, ale też o jej tęsknocie i o śmiechu, który pozwala rozpoznać w niej coś autentycznego.

 

Rozmowa wielokrotnie wracała do pytania o granicę między snem a jawą, między realnym a wyobrażonym – i choć padły różne odpowiedzi, wszyscy zgodzili się, że książka nie daje się zamknąć w jednoznacznej wykładni. Pojawiły się też wątki poboczne: relacja profesora z bratem, która – jak wyjaśnił Maciejewski – pierwotnie miała być relacją mistrz–uczeń, ale ostatecznie stała się bardziej gorzka i prawdziwa, ponieważ brat wątpi, wyśmiewa, nie rozumie. Ta wątpliwość, zdaniem autora, jest konieczna, by światło opowieści było bledsze, ale przez to wyraźniejsze.

W dyskusji pojawiły się również głosy publiczności – jeden z uczestników wskazał na egipskie korzenie imienia Zuzanna (od sosen – lotos) i na związane z nim kosmogoniczne tło, inny – na uniwersalną prawdę o tym, że człowiek nigdy nie przestaje być dzieckiem, a starość jest czasem ponownego narodzenia. Dyskutowano też o roli kobiet w książce, o tym, jak męska wyobraźnia próbuje uchwycić kobiecość, i o fragmencie ewangelicznym, w którym Jezus pisze palcem po ziemi – co Maciejewski uznał za zagadkę, która nie daje mu spokoju od dzieciństwa.

Całość spotkania była więc nie tyle próbą rozstrzygnięcia, czym są Listy do Zuzanny, ile wspólnym doświadczeniem tego, co w nich „pomiędzy” – między słowem a ciszą, między interpretacją a zachwytem, między autorem a czytelnikiem. I choć każdy z uczestników widział książkę inaczej, łączyło ich przekonanie, że jest ona opowieścią o tym, co najważniejsze, a zarazem najbardziej nieuchwytne: o miłości, stracie, tęsknocie, o tym, jak być mostem, a nie brzegiem.

Relacja: Bernard