Niepasujących do wykazywanego w sondażach ukraińskiej opinii pozytywnego postrzegania Polaków

Przez Bożena Ratter , 23/06/2026 [19:31]

Działacze nacjonalizmu ukraińskiego do perfekcji opanowali Goebelsowskie metody propagandy i socjotechnikę- pisali Wiesenthal i Poliszczuk wiele lat temu.  Jedyną drogą "dobrosąsiedzkich" stosunków, jest potępienie przez naczelne organy państwowe Polski i Ukrainy zbrodni  OUN UPA , która kierowała się zbrodniczą, neopogańską, darwinistyczną i rasistowską ideologią autorstwa Dmytro Doncowa- pisali. 

Wieloletni badacz i autor dokumentacji zbrodni dokonanej w województwie wołyńskim, pani  Ewa Siemaszko informowała, jak wyglądały "dobrosąsiedzkie" stosunki 10 lat temu

„Incydent z zablokowaniem upamiętnienia cichociemnych pokazał obecną dominację silnie nacjonalistycznego ducha państwa ukraińskiego.  Zapowiadało się godnie i zgodnie, a więc pięknie. 

15 lutego br. w Starokonstantynowie na wschodnim Wołyniu, który od 1921 r. znajdował się na terenie Ukrainy sowieckiej, teraz już w niezależnej Ukrainie, miała być uroczyście odsłonięta tablica pamięci dwu polskich cichociemnych, żołnierzy ZWZ-AK, którzy urodzili się pod Konstantynowem jeszcze jako obywatele Rosji carskiej, a w latach 1942-1943 w ramach organizacji "Wachlarz" Armii Krajowej zajmowali się antyniemiecką dywersją na Kresach Wschodnich. Organizatorami spotkania były dwie polskie organizacje - ze Starokonstantynowa i Winnicy oraz miejscowe władze ukraińskie. 

W ostatniej chwili szef ukraińskiego IPN Wołodymyr Wiatrowycz zmusił ukraińskie władze do odwołania uroczystości. To była wyjątkowa sytuacja, jeśli chodzi o polskie znaki pamięci na Ukrainie, ponieważ lokalne władze nie stawiały żadnych trudności, były pozytywnie zaangażowane w upamiętnienie - dotąd postawa niespotykana. 

Wśród różnorodnych form walk toczonych przez Polskie Państwo Podziemne podczas II wojny światowej były sabotaż i dywersja, prowadzone nie tylko na terenach II Rzeczypospolitej, ale po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w 1941 r. nawet na ziemiach Związku Sowieckiego. W tym celu ZWZ powołał organizację dywersyjną "Wachlarz", w ramach której zostało przerzuconych za przedwojenną granicę polsko-sowiecką ok. 200 wyspecjalizowanych żołnierzy ZWZ-AK, których zadaniem było niszczenie szlaków komunikacyjnych i niemieckich transportów zaopatrzeniowych na wschód

Część żołnierzy, nazywanych cichociemnymi, najpierw została zrzucona na spadochronach z brytyjskich samolotów na okupowane przez Niemców ziemie polskie. 

Wśród nich byli urodzeni na wschodnim Wołyniu pod Starokonstantynowem, znajdującym się po pokoju ryskim w 1921 r. na Ukrainie sowieckiej, Wacław Kopisto "Kra" i Leonard Zub-Zdanowicz "Ząb". Obaj brali udział w kampanii wrześniowej, po której przedostali się do Francji i następnie do Anglii. Zub-Zdanowicz przed pobytem w Anglii walczył z Niemcami w Norwegii i we Francji. 

(…)Szef ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej (od 2 lat, a wcześniej szef Archiwum Bezpieczeństwa Ukrainy) cały czas od ukończenia studiów pracował nad wykreowaniem kultu OUN-UPA, z aprobatą dwu prezydentów Juszczenki i Poroszenki.  Dzięki obecnemu prezydentowi kult ten stał się obowiązującym państwowym mitem szlachetnej walki o niepodległość, którego nie można mącić oskarżeniami o ludobójstwo czy jakiekolwiek zbrodnie, bo można zostać ukaranym

Powierzenie Wiatrowyczowi kierownictwa IPN po "Majdanie", negacjonistowi ludobójstwa Polaków przez nacjonalistów ukraińskich, świadczy o tym, że zadaniem ukraińskiego IPN ma być skuteczne pilnowanie chwały UPA. 

Jednakże kult OUN-UPA i szerzenie nacjonalistycznej ideologii to "zasługa" nie tylko Wiatrowycza, lecz wielu ukraińskich historyków i publicystów, także polityków, którzy drążą ukraińskie umysły od uzyskania przez Ukrainę niepodległości. Efekty propagandy proupowskiej są widoczne w rozmowach z Ukraińcami pracującymi i studiującymi w Polsce - są przekonani o bohaterstwie OUN-UPA, zaprzeczają popełnionym przez te organizacje zbrodniom albo je usprawiedliwiają rzekomo takimi samymi zbrodniami Polaków. Incydentalnie zdarzają się nawet pochwały rzezi wołyńskiej i zapowiedzi jej powtórzenia - nie mają wprawdzie istotnego znaczenia, ale pokazują istnienie skrajnie antypolskich nastrojów niepasujących do wykazywanego w sondażach ukraińskiej opinii społecznej pozytywnego postrzegania Polski

W tej sytuacji wsparcie lokalnych władz Starokonstantynowa dla inicjatywy upamiętnienia polskich cichociemnych budzi szacunek i podziw, ponadto odsłania fakt, że nie całe społeczeństwo ukraińskie i nie wszyscy sprawujący władzę poddali się nacjonalistycznemu duchowi. 

Również szacunek i podziw należy się historykowi Wasylowi Rasewyczowi, który stwierdzając antypolskie działania Wiatrowycza, ma odwagę jawnie iść pod prąd, narażając się na nieprzyjemności. Niepokojące jest, że polityka historyczna Ukrainy nie sprzyja pozytywnemu nastawieniu do Polaków, a przy tym polskie państwo nie potrafi przeciwdziałać przejawom skrajnie nacjonalistycznych zdarzeń, być może w przekonaniu, że wystarczy nasza wszechstronna pomoc Ukrainie, by zniweczyć antagonizmy i zjednać nieprzychylnych.  Ewa Siemaszko ("Nasz Dziennik", 7.03.2016)