Wojna polsko-polska - czy jest możliwa jedność? Debata publicystyczna

Przez Blogpress , 18/06/2026 [19:12]

W ramach konferencji "Stowarzyszenia Wspólnota i Pamięć”, która odbyła się w piątek 22 maja 2026 roku w Collegium Bobolanum w Warszawie miał miejsce panel dyskusyjny, w którym wzięli udział: Łukasz Warzecha, Zbigniew Parafianowicz, Rafał Otoka-Frąckiewicz i Jerzy Karwelis.

Dyskusja koncentrowała się wokół tytułowego pytania: czy możliwa jest jedność w obliczu trwającej „wojny polsko-polskiej”.

Łukasz Warzecha zwracał uwagę na degradację debaty publicznej, w której zamiast merytorycznego sporu dominuje wzajemne etykietowanie przeciwników jako „zdrajców” czy „agentów” obcych mocarstw. Podkreślał, że nawet w czasach II Rzeczypospolitej, gdy dochodziło do krwawych starć, nie sięgano po tak totalne wykluczanie drugiej strony ze wspólnoty narodowej. Jego zdaniem obecna polaryzacja, w której każdy nazywa drugiego „ruską onucą” lub „pachołkiem niemieckim”, jest dowodem głębokiego upadku. Warzecha opowiadał się za zachowaniem niezależności myślenia i przypominał, że demokracja opiera się na sporze, ale nie na negowaniu racji drugiej strony.

Jerzy Karwelis, autor książki „Trzeci sort”, analizował wojnę polsko-polską jako mechanizm sterowany narracyjnie, który odwraca uwagę od rzeczywistych problemów systemowych. Posłużył się metaforą z powieści Niziurskiego, w której dwa zwaśnione gangi pozornie walczą, a tak naprawdę współpracują, by utrzymać status quo. Jego zdaniem obecny konflikt jest widowiskiem, które spala potencjał społeczny i uniemożliwia wypracowanie jakiegokolwiek dobra wspólnego. Postulował odejście od plemiennego etykietowania na rzecz cywilizowanej debaty opartej na argumentach. Ostrzegał, że jeśli Polacy nie zakończą wewnętrznej wojny, zrobią to za nich czynniki zewnętrzne – „leśniczy w obcym mundurze”.

Zbigniew Parafianowicz skupił się na zjawisku „kancelacji”, czyli wykluczania przeciwników z debaty poprzez przypisywanie im złych intencji. Jako przykład podał swoją krytykę wobec działań ukraińskich w kwestii wołyńskiej – za co został nazwany „agentem FSB”. Podkreślał, że problemem nie jest sam spór, lecz brak uznania dla racji drugiej strony. Jednocześnie wskazywał, że polityka wschodnia jest paradoksalnie obszarem, w którym polskie elity potrafią osiągnąć względną jedność – niezależnie od opcji politycznej. Ostrzegał przed fałszywym przeświadczeniem, że naród zjednoczy się automatycznie w obliczu zagrożenia; jego zdaniem jedyną skuteczną metodą przetrwania jest budowanie nowoczesnego, sprawnego państwa, a nie opieranie się na emocjach i mitach powstańczych.

Rafał Otoka-Frąckiewicz zaprezentował postawę najbardziej radykalnie indywidualistyczną. Przyznał, że wycofał się z debaty publicznej, odcinając się od tych, których postawy moralnie go rażą – począwszy od sytuacji po Smoleńsku, przez pandemię, aż po konflikty na Ukrainie i Bliskim Wschodzie. Zamiast walczyć o jedność narodową, postanowił otaczać się wąskim kręgiem zaufanych osób, z którymi dzieli wspólne wartości (w tym chrześcijańskie korzenie) i praktyczną pomocą. Uważa, że państwo polskie de facto nie istnieje poza aparatem przemocy, a dziennikarze są najniższą kastą społeczną. Jego zdaniem do pojednania nie doprowadzi polityka, lecz odrzucenie „bożków” politycznych i powrót do podstawowych wartości, w tym do grzechów głównych jako kompasu moralnego.

W trakcie debaty doszło do ostrej wymiany zdań między Warzechą a Otoką-Frąckiewiczem. Warzecha zarzucił koledze postawę „komfortowego lenistwa” i uleganie algorytmom, które zamykają ludzi w bańkach. Otoka-Frąckiewicz odpowiedział, że to Warzecha chce być „zbawcą narodu”, podczas gdy on po prostu pragnie przetrwać w systemie wrogim obywatelom.

Podsumowując, paneliści zgodzili się co do diagnozy – wojna polsko-polska jest faktem, a poziom wzajemnej wrogości i braku zaufania osiągnął poziom zagrażający spójności społecznej. Różnili się jednak w receptach: od budowania sprawnego państwa (Parafianowicz), przez przywrócenie kultury debaty (Warzecha, Karwelis), aż po ucieczkę w partyzanckie enklawy (Otoka-Frąckiewicz). Na zakończenie Karwelis przestrzegł, że jeśli Polacy nie zatrzymają destrukcyjnego sporu, zostaną „wyrzuceni z lasu” przez siły zewnętrzne – niezależnie od tego, w jakim mundurze przyjdzie po nich leśniczy.

Relacja wideo: Blogpress.pl