Dr Łukasz Adamski pozytywnie ocenił Polsko-Ukraiński Kongres Historyczny i wręczył prezesowi Ukraińskiego IPN upominek - album w języku ukraińskim z rycinami Artura Grottgera. Nie wiem, czy zapytał o 14 obrazów Artura Grottgera ukradzionych z Lwowskiej Galerii Miejskiej (przy pomocy pracownika muzeum).
Pytanie o skradzione dzieła zadane w 2016 roku pozostało bez odpowiedzi, natomiast w marcu 2022 roku na pytanie, o ratowanie polskiego dziedzictwa narodowego (polskie zbiory w muzeach, galeriach, archiwach itd.) w związku z działaniami wojennymi, Minister Sellin odpowiedział : „chcę wyraźnie powiedzieć, że takie działania jak ratowanie ukraińskich dóbr kultury mogą być podjęte na wyraźną prośbę ukraińskiego rządu”.
Zostały nam tylko albumy polskich zbiorów. Diagnoza Wyspiańskiego aktualna: Miałeś, chamie, złoty róg, ostał ci się ino sznur.
„ Kiedyś budynek ten należał do Władysława Łozińskiego, profesora lwowskiego Uniwersytetu, uczonego, a przede wszystkim, co się zowie kolekcjonera - o Lwowskiej Galerii Miejskiej we Lwowie pisał Jerzy Janicki. Kogóż on tam nie pozawieszał na ścianach: Leopolskiego, Siemiradzkiego, Grottgera, Matejkę, Fałata, Rozwadowskiego, Malczewskiego, a jeszcze mu było mało i przejął zbiory Orzechowicza krociowej wartości, mistrzów weneckich i flamandzkich.
Dziś na całość Galerii składają się ponadto zbiory z muzeum Lubomirskich, Dzieduszyckich, muzeum miejskiego, przemysłowego, Przybysławskiego z Uniża i Toepfera i dr. Łukasiewicza (to z jego zbiorów jest Veronese i Breughel).
Jest tu portret Antonio Grimem pędzla ni mniej ni więcej tylko Tycjana, jest Sebastian Ricci, Caravaggio, jest Reni, Bacciarelli, Brandt, Luca Giordano, jest piętnastowieczny Gentile di Fabriano i Jan Breughel Starszy zwany Aksamitnym, i Wróbel i Gierymski, i jeśli komu mało, to jeszcze Rubens. Trzydzieści pięć tysięcy eksponatów!
W tej liczbie i rzeźby, jak choćby nagrobek dzieci Ponińskich dłuta Thorwaldsena. Trzeba bowiem wiedzieć, że słynny Duńczyk, zanim w Warszawie usadził na koniu księcia Poniatowskiego, zaprojektował dla Lwowa nagrobek Józefy Dunin Borkowskiej w kościele Dominikanów. (Jerzy Janicki, Ni ma jak Lwów).
W wybudowanym pod koniec XIX dworze stworzył Bolesław Orzechowicz (pierwszy prezes Polskiego Towarzystwa Dendrologicznego) cenne prywatne muzeum, w skład którego oprócz dzieł zakupionych podczas licznych podróży, wchodziły przedmioty odziedziczone po rodzinie Rozwadowskich oraz Obmińskich.
Na uroczystym posiedzeniu Rady Miejskiej Lwowa w dniu 28 sierpnia 1919 roku Bolesław Orzechowicz przekazał Galerii Lwowskiej prace wybitnych artystów polskich: Henryka Rodakowskiego, Leopolda Loeffelera, Stanisława Chlebowskiego, Artura Grottgera, Jana Matejki, Henryka Siemiradzkiego, Józefa Brandta , Alfreda Wierusza- Kowalskiego, Jacka Malczewskiego, Teodora Axentowicza, Stanisława Wyspianskiego, Witolda Pruszkowskiego, Juliusza i Wojciecha Kossaków, Władysława Bakałowicza, Aleksandra Kotsisa, Włodzimierza Tetmajera, Juliana Fałata oraz Jana Stanisławskiego.
Juliusz Makarewicz, podczas nadawania dr Bolesławowi Orzechowiczowi tytułu doktora honoris causa Wydziału Prawa i Umiejętności Politycznych Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie powiedział:
Twoje imię należy do historii narodu polskiego, do dziejów kultury i nauki polskiej jako jej pomnożyciela. Nazwisko Twe zapisano już na karcie historii złotymi zgłoskami obok Ossolińskich, Czartoryskich, Lubomirskich, Dzieduszyckich i tylu innych, wielkodusznych fundatorów, mecenasów sztuki i nauki…(Uniwersytet Lwowski im. Jana Kazimierza).
„Jednym z największych przeżyć dla Brunona Schulza w jego dziecięcych latach była wizyta w Śniatyńce u Tarnowskich…Był pod Drohobyczem majątek Tarnowskich z pięknym dworem, schowanym w drzewach dużego parku jak wiewiórka w dziupli. Wybrał się tam Bruno dzięki uprzejmości starego Zuckerberga, który chciał, aby mały chłopiec zobaczył obrazy Grottgera, bo „mnie mówił jeden ze starostwa, że tam u hrabiów Tarnowskich był kiedyś Grottger, wielki malarz, i malował obrazów o powstaniu, jak to Moskali nasi bili w Kongresówce czterdzieści lat temu i od nas stąd tyż szli”. ..Za mały był wówczas Schulz, by w zbiorach Tarnowskich rozpoznać dzieła mistrzów, nie słyszał zresztą o nich. A były tam na pewno obrazy Grottgera, Rodakowskiego i Chełmońskiego, starszego Gottlieba, zdaje się, że i Sięmiginowskiego, którego Jan III Sobieski posłał na studia na Zachód, był ze zbiorów dzikowskich Tycjan, był i Rembrandt.
Największe wrażenie wywarł na Schulzu Grottger, którego potem gruntowniej studiował. Wydaje się też, że pomimo innej tematyki i techniki można w grafikach Schulza dostrzec jakąś wspólną tonację z Grottgerem.” (Andrzej Chciuk Z księżycowej ziemi)