Węzeł gordyjski – sytuacja na Bliskim Wschodzie (Paweł Lisicki, Paweł Rakowski, Rafał Dudkiewicz)

Przez Margotte , 09/04/2026 [15:41]

Spotkanie w Klubie Stańczyka, prowadzone przez redaktora Rafała Dudkiewicza, skupiło się na krytycznej sytuacji na Bliskim Wschodzie, wywołanej wojną z Iranem. Punktem wyjścia była enigmatyczna i dramatyczna zapowiedź Donalda Trumpa o „końcu cywilizacji”, która według niego miałaby nastąpić „tej nocy”. Dyskutanci starali się rozszyfrować to i inne sprzeczne komunikaty amerykańskiego prezydenta.

Paweł Rakowski rozpoczął od ironicznej uwagi, że nie wiadomo, o jaką cywilizację chodzi – czy irańską, czy zachodnią. Zauważył, że groźby Trumpa pojawiły się w odpowiedzi na irańskie ostrzeżenie, że jeśli Ameryka zgaśnie im światło, oni zgaszą je sojusznikom USA. Podkreślił, że prawdziwym zagrożeniem na Bliskim Wschodzie jest woda, a nie tylko ropa, a zniszczenie instalacji odsalania wody przez Iran mogłoby dotknąć 150 milionów ludzi. Rakowski zwrócił uwagę, że państwa Zatoki Perskiej są „fikcyjne”, a ich dobrobyt zależny od ropy sprawił, że ich elity (w przeciwieństwie do np. króla Fajsala z 1974 r.) nie mogą już wrócić do życia na wielbłądach. Jego zdaniem Izrael, pod wodzą Netanjahu, ma już wyznaczonego kolejnego wroga po Iranie – Turcję, co świadczy o tym, że świat się nie skończy, a konflikt będzie kontynuowany. Rakowski uważa, że obecna wojna jest kontynuacją wydarzeń z 7 października 2023 r., a Iran, poprzez swoją elokwentną i stanowczą dyplomację (np. ministra Arakcziego), pokazuje całkowitą powagę i posiada długofalową strategię, w przeciwieństwie do chaotycznych działań USA.

Paweł Lisicki zajął się przede wszystkim analizą psychologicznej i politycznej nieobliczalności Donalda Trumpa. Jego zdaniem wypowiedzi Trumpa są sprzeczne, niespójne i pozbawione jasnej myśli, co może świadczyć albo o poważnych problemach z osobowością, albo o desperackiej próbie przykrycia trudnej sytuacji, w jakiej się znalazł. Lisicki podkreślił bluźnierczy charakter wydarzeń z Białego Domu, gdzie pastor Paula White porównała Trumpa do Chrystusa zmartwychwstałego, a obecny tam biskup katolicki Robert Baron nie zareagował. Według Lisickiego, wojna z Iranem była koncepcją kompletnie nieprzemyślaną, opartą na naiwnym założeniu o szybkiej „dekapitacji” przywództwa Iranu, która miała doprowadzić do przewrotu. Jednak Iran odpowiedział zgodnie z przewidywaniami ekspertów, zamykając cieśninę Ormuz, co uderza w gospodarkę USA i sojuszników. Lisicki stwierdził, że Amerykanie, kierowani pychą i arogancją (czego przykładem jest senator Ted Cruz, który nie wiedział, ilu ludzi mieszka w Iranie), sami wykreowali kolejne centrum światowej potęgi. Jeśli Iran przetrwa, stanie się czwartym globalnym mocarstwem obok USA, Chin i Rosji, kontrolując kluczowe surowce.

W dalszej części rozmowy, Rafał Dudkiewicz zapytał o układy sił na Bliskim Wschodzie. Rakowski odpowiedział, że wojna obnażyła słabość amerykańskich baz w Zatoce Perskiej, które stały się celem dla irańskich rakiet. Zauważył, że współpraca izraelsko-arabska, którą opisywał w swojej książce, stała się faktem, a Iran jest idealnym, „wymarzonym wrogiem”, który pozwala Izraelowi i krajom sunnickim maskować wewnętrzne problemy.

Lisicki dodał, że Izrael pod rządami Netanjahu zerwał już z Europą, traktując ją jako wrogie terytorium, i szuka sojuszy z Indiami oraz państwami Zatoki Perskiej, oferując technologię w zamian za kapitał. Zwrócił uwagę, że dla świeckich syjonistów Trzecia Świątynia jest symbolem suwerenności narodowej, dla żydowskich mesjanistów – miejscem przyjścia Mesjasza, a dla amerykańskich chrześcijańskich syjonistów – warunkiem paruzji Chrystusa. Ta wspólna eschatologiczna wizja napędza dążenie do całkowitej kontroli Izraela nad Jerozolimą i likwidacji zagrożeń ze strony Iranu i Turcji.

Dyskutanci zgodnie stwierdzili, że największym beneficjentem konfliktu są Chiny i Rosja. Lisicki wyjaśnił, że Chiny, nie angażując się militarnie, umacniają swoją pozycję jako stabilnego partnera, podczas gdy USA wikłają się w kosztowną wojnę wbrew własnej doktrynie bezpieczeństwa (która nakazywała przesunięcie sił do Azji). Rosja zaś zarabia miliardy dolarów na wzroście cen ropy i gazu. Rakowski dodał, że Iran, w przeciwieństwie do skłóconych i merkantylnych monarchii arabskich, ma spójną koncepcję narodową i imperium, co może przyciągnąć państwa regionu do Teheranu, jeśli USA zawiodą jako gwarant bezpieczeństwa.

W odpowiedzi na pytania publiczności, Lisicki odrzucił teorię spiskową, jakoby USA chciały zniszczyć Izrael za pomocą Iranu, uznając ją za aberrację. Stwierdził natomiast, że celem może być fizyczna eliminacja Netanjahu jako polityka. Jeśli chodzi o możliwość użycia broni atomowej, obaj goście uznali ją za realną, ale katastrofalną w skutkach. Lisicki zauważył, że konwencjonalne zwycięstwo nad Iranem jest niemożliwe bez gigantycznych strat i zaangażowania milionowej armii, co byłoby „Wietnamem na sterydach”. Pozostaje więc opcja szaleńczego ataku atomowego, by złamać wolę oporu Iranu, choć wiązałoby się to z nieprzewidywalną reakcją Rosji i Chin. Rakowski ironicznie skomentował, że byłoby to sprzeczne z amerykańską narracją o wyzwalaniu Persów spod władzy złego reżimu.

Na pytanie o wpływ wojny na sytuację na Ukrainie, Lisicki odpowiedział, że jest on dwojaki: Ukraina otrzymuje mniej broni, bo trafia ona na Bliski Wschód, a Rosja zarabia dodatkowe setki milionów dolarów dziennie na drożejących surowcach. Rakowski dodał, że Iran jest dla Bliskiego Wschodu tym, czym Niemcy dla Europy – potęgą imperialną, z którą trzeba się liczyć.

Podsumowując, Lisicki zaapelował o rewizję polskiej polityki zagranicznej. Jego zdaniem Polska nie może opierać swojego bezpieczeństwa wyłącznie na tak niestabilnym sojuszniku jak USA. Jako dobry wzór podał politykę Viktora Orbána, który utrzymuje dobre relacje ze wszystkimi najważniejszymi mocarstwami. Lisicki zasugerował, że Polska powinna przede wszystkim poprawić relacje z Chinami, a nawet (choć to trudne do dyskutowania w Polsce) z Rosją, aby nie być całkowicie uzależnioną od kapryśnej polityki Waszyngtonu. Spotkanie zakończyło się w atmosferze głębokiej niepewności co do tego, czy „koniec cywilizacji” nastąpi o drugiej w nocy, czy też jest to kolejny blef Trumpa, by zyskać na czasie.