Paweł Kowal ogłasza, iż mamy "wspólne bezpieczeństwo zdrowotne" podczas przekazania Ukrainie przez Polfę Tarchomin 30 tysięcy opakowań antybiotyku pediatrycznego. Wspierając Ukrainę wspieramy bezpieczeństwo całego regionu Europy Środkowej. Dzisiaj przekazujemy ten rodzaj leków, ale w przyszłości ta współpraca może objąć także inne dziedziny. (Kurier Galicyjski nr 20/2025).
Już nie tylko wspólna obrona przed Putinem. Zgodnie z umową z 2 grudnia 2016 roku, w której polski rząd, na podstawie art. 12, zobowiązał się do nieodpłatnego udostępniania Ukrainie zasobów całego państwa. Przedstawiciel mniejszości ukraińskiej w polskim rządzie narzuca wspólnotę bezpieczeństwa finansów Polaków, wypracowanych również przeze mnie, oraz ograniczenia Polakom dostępu do świadczeń w różnych dziedzinach - z korzyściami Ukraińców. Zamiast domagać się pomocy od swoich ziomków, ukraińskich milionerów i miliarderów.
Naszą darowiznę skupiliśmy dziś na antybiotykach, ale jesteśmy otwarci na rozszerzenie współpracy o inne grupy produktowe, m.in. leki psychotropowe czy dermatologiczne, które mają ogromne znaczenie w warunkach wojennych. Chcemy wspierać Ukrainę długofalowo, reagując na jej realne potrzeby - powiedział wiceprezes TZP Polfa Marcin Szafraniec.
Ogromne znaczenie w warunkach wojennych po agresji Niemiec 1 września 1939 roku i 17 września 1939 roku miały leki psychotropowe czy dermatologiczne dla Polaków mordowanych i torturowanych przez Ukraińców w opętańczej nienawiści do polskości. Jakimże wstrząsem dla 11-letniej Basi Targowskiej z osady Armatniów (pow. Łuck) był widok Adama Mrozickiego upieczonego przez banderowców w gorącym żużlu smolarni przy nadleśnictwie Johanów. Obraz ten prześladuje ją do dziś -pisze Ewa Siemaszko ("Uważam Rze. Historia", nr 1/2012, 12.04.2012).
Niestety, nie było wtedy wspólnej obrony przed wrogami Rzeczypospolitej Polskiej, Niemcami i Rosjanami. Simon Wiesenthal opisał postawę ludności ukraińskiej latem 1941roku: Najogólniej rzecz biorąc, Ukraińcy w zdumiewająco szybkim tempie przeszli na stronę Niemców i współdziałali z nimi. Większość służyła już poprzednio w milicji sowieckiej, ponieważ po zajęciu tych terenów w 1939 roku Rosjanie oparli się przede wszystkim na ludności ukraińskiej.
Niektóre dzieci były poddane przez oprawców torturom powodującym trwałe okaleczenia i inwalidztwo. W sierpniu 1943 r. w szpitalu w Równem przebywała 11-letnia dziewczynka z wykłutymi oczami. W szpitalu w Sarnach leczony był syn gajowego z kolonii Chinocze czteroletni Romek, któremu upowcy w czerwcu 1943 r. obcięli obie nóżki, a oboje rodziców zamordowali. U wielu dzieci pozostały rozległe oszpecające blizny po oparzeniach w płonących zabudowaniach oraz po ranach, jak np. u Henia Janaczka z kolonii Siomaki (pow. Kowel)- z badań Ewy Siemaszko.
Nie tylko nie było leków ale i lekarzy Polaków. 11 lipca 1943 roku moi dziadkowie - dziadek Polak, lekarz i babcia zostali uprowadzeni przez UPA. Słuch po nich zaginął. Nie wiedzieliśmy, co się z nimi stało, jak zginęli, gdzie zostali pochowani. Osiem lat temu poznałem mordercę mojego dziadka, chodził do klasy z moim ojcem – kompozytor Krzesimir Dębski w Polskim Radio.
Gdy Ukraińcy zaczęli atakować całe polskie kolonie, pomimo zimy, całe rodziny, z dziećmi, i to małymi, zabierając ze sobą pierzyny i inne okrycia, nocowały w lesie, zagajnikach i nawet w polu, byle nie dać zaskoczyć się w domu, z którego niełatwo uciec. Zima była wtedy długa, jeszcze w kwietniu w lesie leżał śnieg.Nawet najmniejsze dzieci odczuwały lęk, płakały, stwarzając dodatkowe zagrożenie, a zimno zakłócało sen. Niektóre dzieci chorowały. Leczono je domowymi sposobami, nie zawsze z dobrym skutkiem.
Po takich przeżyciach nie wszystkie dzieci wróciły do równowagi psychicznej. 14-letnia Stanisława Kasperkiewicz, ranna w napadzie w 1943 r. w kolonii Siomaki (pow. Kowel), wprawdzie wyleczyła się z ciężkich obrażeń w szpitalu w Kowlu, ale nie zniosła ciężaru obecności przy makabrycznym mordowaniu rodziców - w 1945 r. zmarła w szpitalu psychiatrycznym. Michalina Kownacka, lat dwa, z kolonii Chaitówka (pow. Łuck) straciła na zawsze mowę na skutek szoku doznanego podczas ucieczki od upowców, gdy matka czołgająca się w bruzdach ziemniaczanych ciągnęła ją za rękę.
Ofiarami banderowskiego piekła stały się zatem zarówno dzieci zamordowane, jak i te, które przeżyły. Oprócz urazów fizycznych, które dotyczyły części ocalonych, wszystkie doznały bardzo głębokich i trwałych urazów psychicznych. Najważniejsze, poza ranami powodującymi ból, to: przerażenie najwyższego natężenia, zetknięcie się ze śmiercią najbliższych i poddaniem ich okrucieństwu, brak kochających i kochanych osób, poczucie osamotnienia, nagłe przerwanie dotychczasowego sposobu życia, zniszczenie domu rodzinnego, lęk przed nieznaną i równie niebezpieczną przyszłością- pisze Ewa Siemaszko.
Do dzisiaj rząd Ukrainy nie potępił zbrodni genocidum atrox na obywatelach polskich -200 000 Polaków i 247 000 Żydów. Żadne program nie objął pomocą ani nie przeznaczył środków psychotropowych czy dermatologicznych na leczenie ocalałych z tortur. Zamiast leczyć traumę Polaków potępiając integralny ukraiński nacjonalizm i ukraińskie ludobójstwo, przedstawiciel ukraińskiej mniejszości zubaża Polaków.
Ciekawe, pismo Kurier Galicyjski, z którego pochodzi wypowiedź Pawła Kowala, nazywa siebie Niezależnym pismem Polaków na Ukrainie. Czy chodzi o Rusinów, którzy nie tylko przejęli majątki Polaków ale również ich tożsamość, o czym pisze Jerzy Janicki w „Czkawce”?