Szanowni Państwo!
GW i pozostałe polskojęzyczne gadzinówki od lat wpaja nam wstyd za niepopełnione przez nas zbrodnie. Biją się w nasze piersi za morderstwa popełniane przez Niemców i Rosjan. Prawie już do tego, choć z bólem, przywykliśmy. Wierni czytelnicy tych gadzinówek wstydzą się w Niemczech, czy we Francji mówić po polsku, a angielskiego, nie wspominając już o arabskim, nie znają. I jak tu uchodzić w tych krajach za pożądanych cudzoziemców!?
Wróćmy zatem do Warszawy. Tu mam zwolenników i przeciwników poglądów, jakie głoszę. Jeden ze stałych przeciwników, który sam pisuje nieskładne przydługie kawałki o niczym, permanentnie wstydzi się za moje pisanie. Ot życie! Pewna wybitna przedstawicielka Stronnictwa Ruskiego, ostatnio łaskawie pochwaliła mnie za krytykę władzy, ale upomniała za niedopuszczalne podważanie kultu Stalina. Jak na ciągłość radzieckiej propagandy przystało, krytyka stalinowskiego pałacu jest z jej punktu widzenia absolutnie niedopuszczalna.
Okazuje się jednak, że bicie się w cudze piersi bywa zaraźliwe, o czym sama mogłam się przekonać. Ja też wstydzę się za Warszawian. Wstydzę się za to, że wybrali na włodarzy naszego miasta mafię reprywatyzacyjną, za to, że chcą, żeby rządzili nami przestępcy lub ich sukcesorzy. Czy na prawdę lubimy malwersacje i złodziejstwo generujące tylko krzywdę ludzką?
Pozdrawiam i do następnej soboty
Małgorzata Todd
|
|
Ad. Obraz po bitwie 41/2018 (382)
Szanowna Pani Małgorzato
Czynników sprawiających, że „KRAJ – obraz po bitwie” wygląda tak, a nie inaczej, jest zapewne wiele. Według mojej opinii, powodem decydującym o takim wyniku wyborczym była (i jest) polityka informacyjna i oświatowa rządu. Informacyjny pas transmisyjny rząd-naród zupełnie zawodzi. Dla przykładu – dlaczego nie transmituje się obrad parlamentu UE, gdzie polskojęzyczni lewomyślni eurodeputowani dokonują regularnie intelektualnego „wypróżnienia” (np. opowiadając o szalejącym faszyzmie w Polsce przed wojną i obecnie) wprowadzając polskiego widza, nawet niezbyt szczodrze obdarzonego instynktem narodowym, w duże zniesmaczenie? Przecież po takich transmisjach w TV słupki poparcia dla PIS poszybowały by w górę. Dlaczego nie pojawiają się informacje w mediach o pozytywnych wskaźnikach gospodarczych ubrane w czytelną grafikę. Ostatnio wyczytałam, że kwota obsługi długu zagranicznego znacznie zmalała w ciągu trzech ostatnich lat w porównaniu z latami poprzednimi mimo wzrostu zadłużenia – bo nasza wiarygodność płatnicza po prostu wzrosła. Czy taką informację i inne podobne nie można ładnie „sprzedać” polskiej opinii publicznej? Niemal z pewnością można stwierdzić, że w wyborach samorządowych ludzie nie głosowali na możność skutecznego działania na rzecz regionu czy miasta danego kandydata (bo najczęściej nie mieli zielonego pojęcia kim on jest i co sobą prezentuje) lecz głosowali na daną partię. A więc porażka PIS-u w niektórych regionach jest wyraźnym sygnałem – „nie podobają się nam te rządy”. Ponadto, mści się zaniechanie, o którym, już wielokrotnie wspominałam. Nie wystarczy dać narodowi „papu” (czyli czynić socjalne rozdawnictwo), by zyskać jego poparcie. Trzeba popracować również nad jego DUCHEM. Najlepiej to obrazuje obecna powyborcza mapa Polski pokazująca kraj rozłupany na połowę. Przecież „papu” zostało rozdzielone po równo i jakoś dziwnym trafem „nie zadziałało” w przypadku zachodniej Polski. Wynika z tego, że owe „papu” nie ma większego znaczenia i nie wpłynęło również na wynik wyborczy w środkowej i wschodniej Polsce. Po prostu w tych rejonach naszego kraju mamy do czynienia z innym typem wyborcy (oczywiście, prócz dużych miast, które skupiają ludzi dawnego establishmentu oraz liczną grupę osiadłych przybyszów, którym się wydaje, że nim są). Mieszkańcy Polski zachodniej – wykorzenieni lub będący ofiarą wykorzeniona ich przodków, nie czujący ciągłości historycznej regionu, w którym żyją, „wymiksowani”, słabo zakotwiczeni w tradycji chrześcijańskiej, niejednokrotnie mający niską świadomość narodową i w związku z tym bardziej podatni na manipulację niż mieszkańcy centralnej i wschodniej Polski – pokazali namacalnie na własnym przykładzie do czego prowadzi deficyt wspomnianego DUCHA w narodzie. I to nie pierwszy raz. Tą prawidłowość przerabiamy przy kolejnych wyborach już wiele lat. I nikt z tego faktu nie wyciąga wniosków. Odnoszę czasami wrażenie, że część obecnej elity rządzącej, obawia się z jakiś powodów (pytanie – jakich? Może z lęku przed przypięciem Polsce etykiety kraju „faszystowskiego”przez decydentów UE, a może pod wpływem innego „lobby”) kształtować i pielęgnować świadomości narodową Polaków, nawet ryzykując z powodu tego zaniechania przegraną wyborczą. Nie chcę zakładać, że brak tych działań jest celowe lub jest wynikiem ignorancji. Papierkiem lakmusowym intencji rządu będzie kształt obchodów święta niepodległości – 11 listopada.
Serdecznie Panią pozdrawiam – Ewa Działa-Szczepańczyk
|
|
|

