Śmiechu warta odpowiedzialność premiera

Przez Janusz40 , 23/07/2012 [10:52]
Afera "taśmowa" daje sposobność do zasadniczej dyskusji na temat nepotyzmu panującego wszechwładnie wśród sfer rządzących i na temat irracjonalnych zarobków prezesów i dyrektorów spółek skarbu państwa.
Afera "taśmowa" daje sposobność do zasadniczej dyskusji na temat nepotyzmu panującego wszechwładnie wśród sfer rządzących i na temat irracjonalnych zarobków prezesów i dyrektorów spółek skarbu państwa. Pojawił się jeszcze jeden istotny wątek - otóż Premier występujący publicznie po zdymisjonowaniu Sawickiego - wykorzystał okazję, by upokorzyć PSL, "przypomnieć" mu o standardach, od których on nie odstąpi (że te standardy są na tym samym poziomie co w PSL - o tym nie wspomniał), dokonał jeszcze jednej rzeczy - mianowicie wykonał skok na ministerstwo rolnictwa - z natury rzeczy przynależne ludowcom. Premier dodatkowo mimowolnie udowodnił, że nie nadaje się na stanowisko, które piastuje - mówiąc, że w ciągu roku otrzymuje 1600 raportów (w tym z NIK)i nie jest w stanie się z nimi zapoznać. Wyszło na jaw, że w agencjach podległych ministrowi rolnictwa na eksponowanych stanowiskach są zatrudnieni krewni Żeligowskiego, Kłopotka i Kalinowskiego. Pawlak umieścił na lukratywnym stanowisku swoja matkę. Rostowski, ani Sikorski nawet nie mieli zamiaru tłumaczyć się z zatrudnienia córki ministra finansów jako tłumaczki w MSZ, gdzie z automatu - wszyscy powinni język angielski znać expedite. Synalek premiera - jako wybitny specjalista-sinolog - sprawdzał w terenie chińskie obyczaje - oczywiście - na koszt pracodawcy. W tym obozie władzy panuje przekonanie, że członków rodziny można zatrudniać na ciepłych posadkach, o ile coś wiedzą na temat pracy na zajmowanym stanowisku i to jest przesądzające (nieważne, że jest stu innych, którzy mają większą wiedzę i doświadczenie - to sie liczy mniej) Teraz Tusk z miną marsową perroruje, że prócz prawa, które może pewne rzeczy dopuszczać - istnieje coś takiego, jak przyzwoitość i pewnych barier nie wolno przekraczać. On do tego nie dopuści; ciekawe, że nie wpadł na to przez ostatnie prawie 5 lat. W kwestii zarobków zarządów spółek skarbu państwa obowiązuje w sferach rządowych filozofia, że muszą być na tyle atrakcyjne, by pozyskać bardzo dobrych fachowców, którzy mogą sie zatrudnić w prywatnych bankach, czy przedsiębiorstwach i uzyskać tam jeszcze większe dochody; ba dość często wypowiadana jest opinia, że ustawa kominowa, która ogranicza zarobki do sześciu średnich krajowych - jest wielce szkodliwa, gdyż niezwykle często trzeba płacić więcej, by zatrzymać na stanowisku dobrego menedżera. Oczywiście jest dostateczna ilość furtek w owej ustawie, by płacić. Zarówno w jednoosobowych spółkach skarbu państwa, jak i w spółkach z większościowym udziałem SP - decyzja co do wysokości uposażeń spoczywa w reku ministra SP, lub jego przedstawiciela (pełniącego rolę walnego zgromadzenia akcjonariuszy). Tak dla przykładu: ZAROBKI ZARZĄDÓW NIEKTÓRYCH SPÓŁEK SKARBU PAŃSTWA Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (5 osób) - 5,857 mln zł - 2011 rok Polska Grupa Energetyczna (5 osób) - 3,053 mln zł - 2011 rok Polskie Koleje Państwowe (3 osoby) - 1,668 mln zł - w tym roku bez nagród Enea (4 osoby) - 1,286 mln zł - 2010 rok Lotos (4 osoby) - 1,165 mln zł - 2010 rok Dla porównania (spółki z mniejszościowym udziałem Skarbu Państwa): PKO BP (7 osób) - 10,937 mln zł - 2011 rok PZU (6 osób) - 5,367 mln zł - 2011 rok To oczywiście nie są żadne wyjątkowe kontrakty - powszechnie znane są zarobki znanych dziennikarzy telewizyjnych - niekiedy jeszcze wyższe; dodajmy, ze dziennikarzy, którzy są zatrudnieni w publicznej TV (warunek jest jeden - muszą umiejętnie chwalić rząd i ukrywać wszystko, co temu rządowi mogłoby zaszkodzić. Ustawa kominowa w istocie rzeczy obowiązuje tylko plebs; arystokracja stanowiąca polityczne i medialne zaplecze obozu rządzącego - jest opłacana w formie kontraktów menedżerskich, które w tym celu zostały do tej ustawy wprowadzone. Zastanawiałem się zawsze nad łatwością przyznawania wielce sowitych uposażeń i premii dla różnej maści zarządzających państwowymi przedsiębiorstwami, czy instytucjami, którzy wcale nie legitymują sie wybitną wiedzą ani doświadczeniem i często doprowadzali kierowane przez siebie podmioty do stagnacji lub jeszcze gorzej, a trudnością zapewnienia godziwych zarobków innym grupom zawodowym, gdzie wiedza i doświadczenie jest warunkiem absolutnym. Mam na myśli chirurgów, pilotów wojskowych, wyższą kadrę dowódczą Wojska Polskiego, także kadrę naukową instytutów badawczych i PAN. Dochodzi do tego, ze bubek postawiony na funkcję dyrektora firmy zależnej od ARR zarabia dwadzieścia razy więcej od profesora w PAN, Nie od rzeczy jeszcze będzie wspomnieć o fakcie czterokrotnie wyższego uposażenia niektórych dziennikarzy od apanaży premiera czy prezydenta państwa. Zresztą, czy specjaliści zatrudnieni w resortach - niejednokrotnie o kilkudziesięcioletnim stażu w branży - są gorszymi fachowcami od wspomnianych bubków wyspecjalizowanych w naciąganiu na wszystkie sposoby kasy państwowej i w międzynarodowej turystyce rodzinnej na koszt państwa. Na koniec warto skomentować owe 1600 raportów, których w żaden sposób premier nie może ogarnąć; pytanie dziennikarki dotyczyło raportu NIK w inkryminowanej sprawie nieuprawnionych zarobków w ARR - premier nie popisał się klasą - to odpowiedź wykrętna Raportów NIK było w roku zapewne kilka, bądź kilkanaście, a na taką ilość premier powinien znaleźć czas między swoimi treningami piłkarskimi. Nawet te 1600 raportów - to zaledwie 5 dziennie. W mojej zawodowej pracy podpisywałem (i niejednokrotnie redagowałem) do 60 pism dziennie - także na szczebel centralny. Ponadto premier posiada nieograniczone możliwości zorganizowania sobie kancelarii, która powinna zapoznawać się z wszelkimi problemami i przedstawiać mu samą istotę sprawy - odpowiednio zinterpretowaną i przygotowaną pod względem dokumentacyjnym. Tłumaczenie premiera, ze z braku czasu nie zapoznał sie z raportem NIK przypomina jako żywo szkolne wymówki Premier Tusk potrafi tylko wszystko "brać na klatę" i odpowiadać za swoich ministrów "w 100 procentach" - jest to czcza i gołosłowna gadanina. Stuprocentowa odpowiedzialność, to także odpowiedzialność finansowa - niech premier dotrzyma tej dwukrotnie składanej deklaracji i zwróci do skarbu państwa wszystkie sprzeniewierzone przez podległych mu pracowników pieniądze. Musiałby być premierem jeszcze przez parę tysięcy lat i przez ten czas oddawać całą pensję do SP tytułem spłaty tych sprzeniewierzeń.