Zbierano je wieczorem na torach. Dużo było wśród nich zamarzniętych dzieci.

Przez Bożena Ratter , 09/02/2026 [15:26]

To działo się 10,11,12 i 13 lutego 1940 roku w całej wschodniej Polsce. W styczniu przyszedł do mnie zaniepokojony gospodarz z sąsiedniej wioski Klicko - Kolonia . Była to osada nowa, powstała po pierwszej wojnie światowej, gdy mój ojciec rozparcelował dawny folwark Klicko. Nabywcami tej ziemi byli wyłącznie chłopi polscy z wsi sąsiednich – elementu napływowego w ogóle tam nie było. (…) Starajcie się, aby nie robili dokładnych spisów- powiedziałam. A kiedy Ukraińcy nasi tak strasznie pilnują, że każdą duszę liczą, każdego dziecka się doszukują- odpowiedział.  

11 lutego w nocy przyszło wojsko i zabrało w bardzo krótkim czasie całe Klicko-Kolonię, tzn. wszystkie te rodziny, które, pochodząc z sąsiednich wsi polskich, osiadły po pierwszej wojnie na byłych gruntach folwarcznych rozparcelowanych przez ojca. Ukraińcy z pobliskich wsi w pół godziny po wypędzeniu naszych ludzi, jeszcze w nocy, zajęli zagrody.

12 lutego, popłoch padł na Lwów. Na wszystkich dworcach zjawiały się coraz to nowe pociągi, długie rzędy wagonów bydlęcych stawały na torach. Rozlegały się śpiewy. Najczęściej śpiewano Gorzkie żale, gdyż był to przecież Wielki Post. Pociągów pilnowało wojsko. Ludność miejska i podmiejska spontanicznie rzuciła się na dworce. 

Zimno było straszliwe. Pociągów na dworcach ciągle przybywało. Wagony były zamknięte, zezwalano tylko- i to nie zawsze-na wyrzucanie zwłok. Zbierano je wieczorem na torach. Dużo było wśród nich zamarzniętych dzieci. Pokazało się, że nie wszędzie można było zabierać pierzyny jak w Klicku, z niektórych wsi kazano ludziom wyjść bez niczego, jeśli tego żądał miejscowy, ukraiński sowiet.

Pociągi przybywały z okolic na zachód i na północ od Lwowa, a wiadomości przychodziły zewsząd, ze wszystkich województw i powiatów . Wywożono Polaków pochodzących z sąsiednich wsi, którzy nabyli ziemię po roku 1918, jako element „napływowy”, „sztucznie” tam przez Rząd Polski usadowiony. 

Po moim wyjeździe, jeszcze raz w lecie 1940 roku pojechały długie rzędy pociągów na wschód. Tym razem byli to „bieżeńcy”, tzn. ci, którzy przybyli z zachodniej Polski w roku 1939, a później nie wrócili pod okupację niemiecką”. (Karolina Lanckorońska, członek RGO wspierający więźniów obozów, „Wspomnienia wojenne”).

Od 1 września 1939 na Wołyń i Małopolskę napłynęły rzesze uchodźców z centralnej i zachodniej Polski, którzy zostawiwszy całe swe mienie, uciekali przed nacierającymi Niemcami jak najdalej na wschód i na południe, by tam przeczekać działania wojenne, z nadzieją na rychłe polskie zwycięstwo i powrót do domu.

Liczbę wypędzonych na Wołyń i do Małopolski szacuje się na kilkaset tysięcy. Znaczną część tych uchodźców stanowiły kobiety z dziećmi, których mężowie walczyli na froncie. Była to chaotyczna wędrówka - koleją, pieszo, furmankami, nielicznymi samochodami, porzucanymi w drodze z braku paliwa, najczęściej z mniejszym lub większym bagażem podręcznym. Oprócz ludności cywilnej na wschód ewakuowały się wszystkie urzędy, policja, straż pożarna, niektóre zakłady przemysłowe.

W październiku-listopadzie 1939 uchodźcy mogli jeszcze powracać spod okupacji sowieckiej oficjalnie na zachód, korzystając z kilku wyznaczonych punktów przekraczania granicy sowiecko niemieckiej, ale po pozytywnym zakwalifikowaniu przez komisje sowieckie i niemieckie. Władze okupacyjne ogłosiły więc kilka obowiązkowych rejestracji uchodźców by wziąć pod kontrolę pozamiejscowy element. Selekcja sowiecka wyłuskiwała w tej procedurze osoby do aresztowań. 

W połowie listopada 1939 powroty zostały wstrzymane, w związku z czym wielu ludzi próbowało się przedostać przez tzw. „zieloną granicę", ryzykując aresztowaniem, rozstrzelaniem i zamordowaniem przez Ukraińców, co często miało miejsce podczas przedzierania się na Węgry, do Rumunii i Generalnego Gubernatorstwa

Uchodźcy stanowili dla władz sowieckich problem jako źródło fermentu, kontrrewolucji, sabotażu, wrogiej agitacji itd. W związku z tym ogłoszono werbunek uchodźców i bezrobotnych na wyjazd do pracy w głębi Związku Sowieckiego, obiecując dobre warunki mieszkania i pracy, ale stwarzając sytuacje wymuszające „dobrowolne" zgłoszenie.

W ten sposób kilkadziesiąt tysięcy osób zostało skierowanych w okresie grudzień 1939 – marzec 1940 do pracy w kopalniach Uralu i Donbasu, w przemyśle metalowym, budownictwie, leśnictwie na północy, gdzie niektórzy z nich pod byle jakimi zarzutami byli aresztowani i wywożeni do „poprawczo- roboczych obozów w odległych miejscowościach".

Tymczasem przystąpiono do innego etapu planowego niszczenia narodu polskiego, tj. usunięcia miejscowych najwartościowszych warstw. W tym celu Rada Komisarzy Ludowych ZSRS podjęła dwie uchwały o wysiedleniu z zachodnich obwodów Ukrainy (i Białorusi) osadników (5 grudnia 1939) i służby leśnej (22 grudnia 1939), uzupełnione potem odpowiednimi instrukcjami Stalina i Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych Berii. 

Następnie przystąpiono do sporządzenia rejestru przeznaczonych do wywózki, w czym dopomagali miejscowi Ukraińcy. (Ewa Siemaszko, Biuletyn Informacyjny 27 WDPAK 2011, nr2)