W Centrum Prasowym Foksal odbyła się konferencja prasowa pt. „Zagrożenia dla uczniów:
Promocja tranzycji w edukacji zdrowotnej”.
Udział wzięli: dr Grażyna Rybak z Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich, prezes
Oddziału Mazowieckiego bł. dr Ewy Noiszewskiej, Agnieszka Marianowicz-Szczygieł ze
Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich, prezes Instytutu „Ona i On”, dr Zbigniew
Barciński, prezes Stowarzyszenia Pedagogów „NATAN” oraz mec. Rafał Dorosiński, członek
zarządu Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. Konferencję prowadziła Hanna
Dobrowolska, ekspert oświatowy i koordynator KROPS.
Wiodącym tematem była edukacja zdrowotna i szkolenie pt. „Różnorodność płciowa w
szkole – obowiązki i możliwości wsparcia uczniów” zorganizowane przez Ośrodek
Rozwoju Edukacji dla ok. 70 nauczycieli edukacji zdrowotnej. Wśród poruszanych podczas
szkolenia kwestii znalazła się promocja tranzycji społecznej (np. zwracanie się do uczniów
imieniem zgodnym z płcią odczuwaną, umożliwienie dostępu do toalet według płci
odczuwanej) i prawnej (np. urzędowa zmiana imienia na formę neutralną) oraz medycznej
(amputacje, kastracja).
Opinia publiczna – przed wprowadzeniem do szkół edukacji zdrowotnej we wrześniu 2025 r.
– została poinformowana tylko o jej zaletach. Eksperci Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej
Szkoły podkreślają – do tej pory uczono o zdrowiu na 10 przedmiotach i nie było pilnej
konieczności wprowadzania zmian. Wszystko wskazuje na to, że celem nie była promocja
zdrowia, tylko oswajanie dzieci i młodzieży z treściami dotyczącymi seksualności
nieadekwatnie do etapu ich dojrzałości psychicznej, w dużej mierze dotyczącymi
społeczności LGBT+.
Hanna Dobrowolska – koordynator Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły –
przedstawiła dane o skali protestów wobec wprowadzenia edukacji zdrowotnej do szkół.
Wzięło w nich udział dwa miliony uczestników. Mając na uwadze sprzeciw społeczny,
Ministerstwo Edukacji Narodowej wycofało z podstawy programowej najbardziej
kontrowersyjne treści. Podrasowany przedmiot został wprowadzony do szkół 1 września. 70
procent uczniów wypisano z edukacji zdrowotnej.
Rzetelne informacje i opinie ekspertów oświatowych, lekarzy, nauczycieli oraz rodziców na
temat edukacji zdrowotnej były często przez ministerialnych urzędników, a także
zwolenników edukacji zdrowotnej, dyskredytowane lub pomijane. Rodzice byli
niejednokrotnie obrażani.
Schemat, na podstawie którego przedstawia się seksualność, odrywa od kontekstu życia i
rodziny. Nadal brakuje wyspecjalizowanych nauczycieli. Przedmiot może być realizowany
przez kadry pozaszkolne, np. pielęgniarki lub ratowników medycznych.
Dr Zbigniew Barciński omówił webinar, który został zorganizowany dla 70 nauczycieli
edukacji zdrowotnej pt. „Różnorodność płciowa w szkole – obowiązki i możliwości wsparcia
uczniów”. Organizatorem był Ośrodek Rozwoju Edukacji związany bezpośrednio z
Ministerstwem Edukacji Narodowej. Uczniowie, wsłuchując się w preferowany przez ORE
przekaz nauczycieli, mogą mylnie wywnioskować, że ciało bywa błędem, a wsparcie w
procesie tranzycji jest na wyciągnięcie ręki. Nie mówi się o wsparciu w akceptowaniu siebie i
własnej tożsamości płciowej. Popycha się dzieci i młodzież do destrukcji zdrowia i
okaleczenia ciała. Uderza w uczniów, którzy są obserwatorami zaistniałych sytuacji
społecznych polegających np. na wymuszaniu używania w szkole zaimków niezgodnych z
płcią biologiczną. W dziewczęcych toaletach będą pojawiać się chłopcy.
To w prostej linii wstęp do epidemii problemów z identyfikacją płciową w społeczności
szkolnej. Uderza się w prawa rodziców. Szkolenie uderza również w nauczycieli. Wielu z
nich ma inną koncepcję płci i wspierania uczniów w akceptacji swojej biologicznej płci.
Dr Grażyna Rybak z Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich, prezes Oddziału
Mazowieckiego bł. dr Ewy Noiszewskiej, podkreśliła, że podczas edukacji zdrowotnej
uczniowie mają słuchać o płynności płci. Zasianie w nich niepokoju przez nauczycieli jest
skrajnie niebezpieczne. Uruchamia kaskadę myślenia – płeć jest rzeczą płynną, może coś jest
ze mną nie w porządku.
Dzieci z dysforią płciową nie powinny być utrzymywane w swoich odczuciach. Niestety
opieka afirmacyjna polega na podążeniu za dzieckiem. Pytanie brzmi – czy dziecko ma
kompetencje do tego, by wyznaczać kierunki ingerencji we własny organizm.
Istnieją liczne biologiczne powikłania w czasie procesu tranzycji. Są wśród nich np.: wczesna
osteoporoza, spowolnienie wzrostu, zatrzymanie rozwoju pewnych obszarów mózgu. U
dziewcząt już po roku stosowania hormonów pojawia się męski typ owłosienia, a po 6
miesiącach zmiana budowy krtani. Dzieci nigdy nie będą płodne. Testosteron powoduje m.in.
bezpłodność i zaburzenia nastroju. U chłopców stosuje się np. amputację prącia i jąder.
Młodzi ludzie poddani tranzycji często mówią, że nie byli informowani o licznych
powikłaniach medycznych.
Aktualnie Amerykańskie Towarzystwo Chirurgów Plastycznych zaleca wstrzymanie się z
ewentualną tranzycją do momentu osiągnięcia przez młodego człowieka 19 lat. Podążanie za
pomysłami dziecka dotyczącymi zmiany płci jest błędne. Dzieci z dysforią płciową nie
powinny być utrzymywane w swoich subiektywnych odczuciach. Niestety opieka afirmacyjna
polega na bezkrytycznym "podążaniu za dzieckiem", często wbrew jego zdrowiu. Wiele
krajów m.in.: Szwecja, Norwegia, Finlandia, Nowa Zelandia, 20 stanów w USA wycofało się
z wczesnej tranzycji. Polska tego nie zrobiła.
Głos zabrała też Agnieszka Marianowicz-Szczygieł, psycholog, prezes Instytutu Analiz Płci
i Seksualności „Ona i On”. Wskazała m.in., że do 25 roku życia rozwijają się płaty czołowe
odpowiedzialne za myślenie długofalowe i krytyczne. Czy młodzi ludzie na wczesnym etapie
edukacji są w stanie podejmować świadome decyzje np. w zakresie posiadania dzieci? Nie
znamy długofalowych skutków używania hormonów, które są w fazie eksperymentu
medycznego – nie zostały zarejestrowane jako leki. W ciągu 8 lat zanotowano o 20 000
procent więcej zaburzeń tożsamości płciowej (dane z klinik). W USA i Holandii zanotowano
lawinowy wzrost społeczności LGBT+.
Mec. Rafał Dorosiński podkreślił znaczenie pilnego wprowadzenia regulacji prawnych, które
powstrzymałyby rozwój tego procederu. Powaga i skala oraz nienaturalny wymiar zjawiska i
ryzyka oraz szereg nadużyć, które były w ostatnich latach obserwowane, sprawiły, że w 2024
r. pojawił się projekt ustawy – „O zmianie ustawy o zawodzie lekarza i dentysty”. Dzisiaj cała
machina ministerialna jest zaprzęgana do tego, by to, co niedawno było imaginacją
ideologów, stało się rzeczywistością. Projekt ustawy, który został przedstawiony w komisji
petycji, zmierza do tego, by zakazać: podawania tzw. blokerów, podawania hormonów płci
przeciwnej i dokonywania ingerencji chirurgicznych w ciele osób małoletnich,
ubezwłasnowolnionych częściowo lub całkowicie, względem osób małoletnich i osób, u
których stwierdzono choroby neurorozwojowe, psychiczne, w tym zaburzenia osobowości,
lub u których z różnych powodów są niezdolne do świadomego wyrażenia zgody. Pomysł
cieszy się poparciem społecznym. Badania opinii publicznej z 2024 r. wykazały, że 69 procent
respondentów (o różnych preferencjach politycznych) popiera planowany akt prawny. Projekt
ustawy znajduje się teraz w tzw. zamrażarce sejmowej.
Na zakończenie konferencji prasowej został odczytany apel pt. „Zagrożenie dla uczniów:
Promocja tranzycji na edukacji”. Następnie został złożony w formie listu w kancelarii Premiera i w siedzibie MEN oraz przekazany mediom do publikacji.