Szanowni Państwo!
Żarliwy ateista Richard Dawkins w swym dziele zatytułowanym „Bóg urojony” dokonuje pewnego epokowego odkrycia. Ludzie wierzą w Boga albo zdaje im się, że wierzą, bo nie wiedzą, że mogliby tę wiarę odrzucić.
W rzeczy samej! Tyle że ta zasada dotyczy wszelakich wierzeń, nie koniecznie w Pana Boga. Jest obecna szczególnie tam, gdzie udało się wprowadzić jakikolwiek totalitaryzm, nawet taki dopiero pełzający, jak wiara w gender, 58 płci, multikulti, rzekomą równość pod każdym względem (prócz równości wobec prawa – oczywiście) itd. Autor ubolewa nad uprzywilejowaniem religii w XXI wieku, ale nie zauważa, jakimi przywilejami cieszą się rozmaici zboczeńcy, obiekt szczególnej troski neomarksistów.
Taką naiwną wiarą w powyższe bzdury mogą się wykazywać tylko ludzie Zachodu, którzy nie doświadczyli komunizmu w jego pierwotnej fazie i nie umieją go wykryć w takim „niewinnym” stadium, jakim jest „poprawność polityczna”, zmuszająca do kłamstwa wszędzie tam, gdzie jest to na rękę doktrynerom.
Nas, Polaków, nauczyły rozbiory, a później niemiecka i sowiecka okupacja, że oficjalne przekazy można – a niekiedy nawet trzeba – kwestionować. Zachodnie żaby nie doznały terapii szokowej i nie wyskoczyły z garnka na czas, są już zatem prawie ugotowane. Stąd ta furia UE przeciw Polsce, która sprzeciwia się nieśmiało urojeniom brukselskich dygnitarzy.
Pozdrawiam i do następnej soboty
Małgorzata Todd
|
|
Ad. Czasy 45/2018 (386)
Szanowna Pani Małgorzato
Rzeczywiście – pazerność pewnego gatunku ludzi nie uległa zasadniczej zmianie wraz z upływem czasu np. u dzisiejszych przedstawicieli tzw. establishmentu jest tak samo wielka jak u ich historycznych antenatów. Kiedyś ściągano siłowo zegarki z rąk ich właścicieli, dziś kupuje się Rolexsy za pieniądze ściągnięte od ich posiadaczy. Czyli nic się nie zmieniło w samym procederze, natomiast zmieniło się coś zasadniczego – mentalność zarówno złodzieja jak i okradanego. Ten pierwszy absorbując duże pieniądze (trudno tu użyć słowa „zarabia”, bo to kojarzy się z wytwórczością) będąc urzędnikiem zatrudnionym w strukturach firm finansowych (głównie w bankowości), korporacji lub państwa (w tym superpaństwa pt. UE) jest przekonany, że one mu się święcie należą, bo on ciężko na nie pracuje. W jego głowie nie zakwitnie refleksja, że nie wytwarza nic pożytecznego, a jedynie będąc np. urzędnikiem bankowym obracając pieniądzem, zwyczajnie pasożytuje na ludziach – mówiąc wprost – profesjonalnie ich okrada i najważniejsze – robi to bez poczucia winy. Z kolei, ten drugi – ofiara tego pierwszego – np. ulegając pokusie szybkiego posiadania rzeczy, na które go zwyczajnie nie stać, bierze kredyt w banku i pozwala się w konsekwencji okradać, mało tego, on chce być okradanym. Reasumując – relacja złodziej – okradziony uległa głębokiej rekonstrukcji. Może to jednak dobry kierunek, bo wszyscy są zadowoleni, przynajmniej jak na razie. W świecie przyrody istnieje takie prawidło: gdy pasożyt egzystuje długo ze swoim żywicielem to z czasem ustala się między nimi rodzaj pewnej równowagi, której skutkiem jest to, że pasożyt nie wykańcza swojego żywiciela, bo nie ma w tym żadnego ewolucyjnego interesu. Jednak w świecie ludzi jest inaczej – pasożytnictwo będąc bardzo atrakcyjną formą życia infekuje kolejnych chętnych do jego uprawiania. W świecie zwierząt nie zrobisz z żywiciela pasożyta a w świecie ludzi – owszem, a więc los kurczącej się puli ludzi-żywicieli jest przesądzony.
Serdecznie Panią pozdrawiam – Ewa Działa-Szczepańczyk
|
