Robi się trochę lżej.

Przez jjr , 24/03/2017 [17:26]
Udało się ocalić Pana Profesora Szyszko. Jeśli uda się jeszcze ocalić od zmian jego ustawę, to osiągnę pełnie szczęścia.
Udało się ocalić Pana Profesora Szyszko. Jeśli uda się jeszcze ocalić od zmian jego ustawę, to osiągnę pełnie szczęścia. W tym miejscu czuję się w obowiązku przypomnieć starą prawdę, że lepsze jest wrogiem dobrego. Rozumiem szlachetne intencje ekologów, słyszałem, jak jeden ze znanych jeszcze w moich czasach studenckich bardów chwalił się, że jakby dodał wszystkie godziny, jakie spędził przykuty łańcuchem na sośnie w Rospudzie to wyszedłby w sumie ponad miesiąc. Wracając do tematu, pozwolę sobie przypomnieć jak to było dotychczas, przed wprowadzeniem nowej ustawy. Naiwnym wydaje się, że w gminie urzędnicy nie mają nic lepszego do roboty niż obradować nad losem każdego krzaczka, czy drzewka. W mojej gminie mającej nieco ponad 5 tys. mieszkańców, gdzie do najdalszej wsi jest ponad 20 km. a dziennie chodzą dwa autobusy zajmowała się wydawaniem tych zezwoleń specjalnie zatrudniona jedna dziewczyna z sąsiedniej wsi. Ręce miała zawsze pełne roboty. Na załatwienie sprawy interesant z oddalonej miejscowości tracił dwa, a nawet trzy dni, jeden na pobranie druku wniosku i wypełnienie, drugi na złożenie w gminie, a trzeci na odebranie. Nikt z pracowników gminy nie oglądał nawet tego drzewa, czy krzaczka. Poprzednia ustawa to było morze płaczu i łez, co rusz gdzieś w Polsce złodzieje jakiejś starowince ukradli rosnące w polu na miedzy drzewo. Za to, że nie upilnowała drakońska kara rujnowała jej życie, a zgryzota z tego powodu była często przyczyną śmierci. Radość miał tylko komornik zajmujący na poczet kary dom i majątek. Krąży wśród ludu zagadka, jaki kraj jest największym naszym wrogiem? Odpowiedź – POLSKA !!! Na razie dzięki Panu Profesorowi Szyszko zrobiło się nieco lżej.