Oddział jest zdeterminowany by walczyć na śmierć i życie, by ocalić przed zagładą rodziny, sąsiadów

Przez Bożena Ratter , 12/07/2026 [18:54]

12 lipca przypada Dzień Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej. Jest to Dzień pamięci Męczeństwa Wsi Polskich na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej II RP - ludobójstwa polskich dzieci, kobiet, starców, ofiar bestialskiej depolonizacji tysięcy polskich wsi, dokonanej przez wyznawców darwinistycznej, rasistowskiej ideologii OUN UPA. To dzień pamięci Walki Wsi Polskiej, w której tworzone były placówki samoobrony, takie  jak Zasmyki. 

„We wrześniu 1943 roku miałem 3 lata, z naszej posiadłości zabrali nas partyzanci już pod ostrzałem banderowców. Z płaczem i strachem kolumna 40 furmanek ruszyła w stronę Zasmyka- skazana na śmierć lub przeżycie. W lesie banderowcy wzięli nas w ostrzał z trzech stron, kto jechał prosto ten przeżył, kto skręcił był zamordowany. Tak szczęśliwie dojechaliśmy do Groszówki, gdzie zgromadziło się dużo ludzi z okolicznych wsi, które zostały spalone a mieszkańcy wymordowani. Wszyscy byli poranieni, pokrwawieni, dzieci bez rodziców płakały – jednym słowem gehenna. Z Zasmyka widzieliśmy w nocy tylko łuny palących się wiosek. Często w dzień lub w nocy przychodzili do nas boso w koszulach, poranieni starsi i dzieci opowiadając, jak zmasakrowano ludzi, a jak im się udało uratować. Kto przeżył, do dziś ma w sobie lęk, a koszmarne sny po nocach targają ciałem- fragment wspomnień Jana Wiernika.

 „Dzień 12 lipca 1943 r. był bezwietrzny, słoneczny i cichy. Bandy UPA od wczesnych godzin porannych kontynuowały morderstwa na Wołyniu. Słupy dymu sięgały ogromnych wysokości, nie rozwiewane przez wiatr. To wszystko odbywało się zaledwie kilkanaście kilometrów od naszego miejsca zamieszkania, tj. od Nowego Dworu. A więc i do Radowicz zbliżała się pożoga i śmierć.

W czasie takiej Apokalipsy trzynaścioro desperatów 13 lipca przemaszerowało do Zasmyk z bronią w ręku, w biały dzień, na oczach zaciekłych nacjonalistów, czekających już tylko na sygnał, by rzucić się do mordu, grabieży i palenia domostw. Dzisiaj nie ma już najmniejszych wątpliwości, że dzięki bohaterstwu tej młodzieży, która pierwszy raz wzięła do ręki broń, zastała odwrócona całkowita zagłada polskiej ludności naszej i wielu innych wsi, a Zasmyki stały się miejscem nadziei i przetrwania dla tysięcy ludzi skazanych przez OUN - UPA na totalne wytępienie. 

Przemarsz polskiej zbrojnej grupy, ubezpieczającej kilka rodzin udających się również do Zasmyk, wywołał tępe zdumienie Ukraińców, nawykłych do oglądania i podziwiania wyłącznie swoich butnych striłciw, zdziczałych z nienawiści i mordów bezbronnej ludności.

Tymi desperatami byli : ppor. Henryk Nadratowski „Znicz” -dca, Mieczysław Bednarek „Mantel”, Tadeusz Golik „Gwiazda, Wacław Rakowski „Wicher”, Stanisław Romankiewicz „Zając”, Mieczysław Romankiewicz „Sama”, Zygmunt Romankiewicz „Brzoza”, Jan Sobczyk „Buzdygan”, Henryk Sobczyk „Lisek” oraz Antonina Leśniewska „Wierna”, Jadwiga Leśniewska „Kozaczek”, Zenon Leśniewski „Gałązka” i Antoni Romankiewicz, ojciec ww. trzech synów. Grupie towarzyszyło kilka furmanek z rodzinami. 

(…) Od marca 1943 r. OUN-UPA nasila eksterminację ludności polskiej, której grozi całkowita zagłada. Słabe samoobrony padają pod ciosami UPA. By ratować ludność przed zagładą Komenda Główna AK zleca przygotowanie samoobrony w Zasmykach, tworzą ze zbiegłych rozbitków zdyscyplinowany oddział samoobrony. Oddział jest zdeterminowany by walczyć na śmierć i życie, by ocalić przed zagładą rodziny, sąsiadów, rodaków. W oddziale są ci, którzy byli świadkami „piekła”, rzezi dokonywanych na ich najbliższych, to często młodzi chłopcy i dziewczyny, których domy zostały spalone, wsie zrównane z ziemią. Wyruszają z Zasmyków po ludność polską do wsi  jeszcze niezdobytych przez bandytów UPA, po ludność ukrywającą się po bagnach, lasach, schowkach. Nie zawsze udaje im się zdążyć, często atakowani są w trakcie ewakuacji Polaków do Zasmyka. W lutym 1944 roku baony „Jastrząb” i „Sokół” tworzą trzon kowelskiego zgrupowania „Gromada”, które ze zgrupowaniem włodzimierskim „Osnowa” utworzyły legendarną 27 Wołyńską Dywizję Piechoty Armii Krajowej. (Feliks Budzisz, Z ziemi cmentarnej)