Po mieście chodzą ukraińscy nacjonaliści i szukają rosyjskich i polskich książek. Rozbijają drzwi do bibliotek, czytelni i wypożyczalni, wynoszą książki na ulice, następnie palą je. W ten sposób zniszczyli już wiele bibliotek i prywatnych zbiorów. Spalono nawet książki z bibliotek szkolnych, zbiory książek w internatach i bursach. Tak działo się w pierwszych dnia po ogłoszeniu „Ukraińskiej Derżawy” we Lwowie.
W tym " wirtualnym państwie” działy się rzeczy wołające o pomstę do nieba. Bladły przy nich wszelkie znane z opisów okrucieństwa z niemieckich i bolszewickich obozów koncentracyjnych.
Cierpieli przede wszystkim Żydzi, krwawo mordowani bezlitośnie z zastosowaniem „przemyślnych” sposobów tortur, pojedyncze lub w niewielkich grupach mordy dokonywane były na Polakach. W ten sposób spełniała się zapowiedź Stećki, że „nasza władza będzie straszna... (a) nacjonalistyczne sumienie kodeksem”.
A ponieważ ukraińscy faszyści sumienia nie mieli, więc działali bez wszelkich hamulców nie przestrzegając żadnych norm wypływających z kodeksu. Mieli też, co należy stwierdzić z ubolewaniem, po swej stronie „cichą zachętę” lub przyzwalającą bierność dużej części kleru greckokatolickiego.
Sypano kopce ku czci Hitlera, słano na jego ręce listy i telegramy, czczono jak pogańskie bóstwo, lub nawet jak „męża Bożego” zesłanego Ukraińcom na pohybel Żydom, Lachom i komunistom!
Do sypania symbolicznych mogił zachęcali wiernych Ukraińscy parochowie- a nawet na początku lipca, na stronie tytułowej gazety, ukazała się odezwa metropolity abp A. Szeptyckiego wzywająca ludność do sypania mohył i uroczyste ich świętowanie.
Właściwie nie ma zwyczajnych egzekucji. Niemcy i ukraińska policja zabijają gdzie się da, nawet w bramach domów. Wystarczy o kimś powiedzieć, że jest komsomolcem albo, że jest Żydem, a już takiego zastrzelą albo zatłuką na śmierć kolbami i kopniakami. Na Placu Krakowskim Ukraińcy zabili dwóch chłopaków- Polaków, o których ktoś powiedział, że na pewno są Żydami. Okazało się potem, że chłopcy byli Polakami, a rodzice ich mieli dozorówkę przy ulicy Legionów. Ukraińscy nacjonaliści i niemiecka policja wyszukują spisy organizatorów partii, Komsomołu, a nawet szkolnych organizacji pionierskich.
Według list wybierają z domów ludzi - często młodych chłopców i dziewczyny. Najpierw biją ich i wypytują o nazwiska i adresy innych, a następnie rozstrzeliwują na łyczakowskich piaskach, w Winnikach i na cmentarzu Janowskim. Zdarza się często, że przed egzekucją gwałcą młode dziewczęta.
Historyk brytyjski pisząc o „rozwijaniu znacznej inicjatywy” przez banderowców OUN Bandery nie miał na myśli tylko Lwowa, okolica tego polskiego „miasta zawsze wiernego” także spływała wtedy krwią, przede wszystkim żydowską.
„W odpowiedzi na wezwanie OUN Bandery do niszczenia, między innymi Żydów i Polaków, w lipcu nacjonaliści ukraińscy spod znaku OUN, przy współudziale ukraińskich policjantów zamordowali kilkunastu Żydów. W kilka dni później uprowadzono z domu sześciu Polaków, których zaprowadzono do plebanii greckokatolickiej i tu poddano ich bestialskim torturom... W tym samym miesiącu, terroryści spod znaku OUN dokonali napadu na wieś Mogielnica i zamordowali około 15 Polaków, w tym po kilka osób z rodzin Janickich, i Malinowskich i Mazurów...
Podobnie swoje rządy zaczęli ukraińscy nacjonaliści w Trembowli po wkroczeniu wojsk niemieckich. Pojawili się na mieście ukraińscy policjanci z niebiesko-żółtymi opaskami na rękawach oraz w czapkach (mazepynkach), na których widoczne były »tryzuby«. Miasto udekorowano niebiesko-żółtymi flagami. „Służbę” swoją rozpoczęli od zastrzelenia na ulicy kilku Żydów... ( Kazimierz Turzański we wspomnieniach pt. Krwawe noce nad Trembowlą, Wrocław 1998):
Jeziorzany (pow. Barszczów): „W lipcu 1941 r. kilkunastoosobowa grupa nacjonalistów ukraińskich, w tym kilka kobiet, dokonała masakry 16 osób mieszkańców narodowości żydowskiej. Wszystkich zaprowadzono do piwnicy w domu Eliasza Epsteina i zamordowano przy użyciu siekier i innych ostrych narzędzi. Po dokonanym mordzie zwłoki załadowano na furmankę i wywieziono do pobliskich glinianek gdzie je utopiono. Dobytek rodzin zagrabili mordercy”.
Najbliżej Lwowa był Złoczów, tu ukraińscy nacjonaliści OUN Bandery „rozwinęli inicjatywę” w sposób wyjątkowo szczególny. Przykład relacji znajdującej się w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego:
Wildtsohn Chaim: „...Po dwóch tygodniach weszli Niemcy do Złoczowa. Zrobili to w ten sposób, że spędzili wszystkich na zamek złoczowski, kazali kopać doły i strzelali do pochylonych nad nimi ludzi, którzy wpadali do środka. Po drodze na zamek Ukraińcy cięli w głowę i kark nieszczęsnych toporami, tak doszliśmy na pól żywi. 3000 Żydów ukryło się w Złoczowie i ci ocaleli. Podczas tej masakry ze strachu zemdlałem, na mnie padły trupy, które mnie nakryły i dzięki temu się uratowałem”.
Naoczny świadek, gen. Wehrmachtu, dr Otto Korfes opisuje w swoim przekazie jedną z licznych zbrodni dokonanych przez banderowców - właśnie w Złoczowie „...Zobaczyłem, że w rowach, głębokich na około 5 m i szerokich na 20 i stali i leżeli mężczyźni, kobiety i dzieci, w większości Żydzi (a zatem także Polacy), w liczbie około 60-80. Słyszałem jęki i krzyki dzieci i kobiet, granaty ręczne wybuchały wśród nich. Za rowami czekało wiele setek ludzi na egzekucję. Przed rowami stało 10-12 mężczyzn w cywilnych ubraniach, którzy wrzuca! granaty do rowu... Dowiedziałem się od żołnierzy SS, że są to ludzie Bandery („Mitellungsblatt” nr 11/1959). (Edward Prus, Banderomachia)